Kochani!
Wiemy, że od czasu naszej ostatniej części nic tutaj się nie działo. Jak Martyna napisała w komentarzu pod poprzednią częścią <chwała jej za to> ogarniamy duży projekt z Agatą. Pamiętamy o Was tutaj wchodzących i dziękujemy za przekroczenie bariery 50tyś wejść. Tęsknię za pisaniem, więc postaramy się, aby to, co pojawi się za jakiś czas było jak najlepsze. Jednocześnie zapewniając Was, naszych czytelników, o swojej pamięci musimy poinformować o tym, iż blog ruszy dopiero, kiedy załatwimy wszystkie sprawy bieżące. Do tego czasu musimy go ostatecznie zawiesić, a spodziewać się kolejnej części możecie dopiero po 7.07.2014.
Pozdrawiamy! Agnes&Agatka
Idealna związek - przetrwa wszystko ?
czwartek, 19 czerwca 2014
czwartek, 1 maja 2014
Rozdział 4 "W mroku dnia" IV
-Piotr! Zatrzymaj się tutaj!- powiedziała stanowczo Hana
zbierając się wreszcie na odwagę, aby postawić się na jedną kartę.
-Ale czemu?- zapytał brunet nie wiedząc, o co chodzi
kobiecie spoglądając na nią zdezorientowany.
-Po prostu zaufaj i się zatrzymaj.- nakazał.
Mężczyzna
nieco wahał się, ale ostatnie zawierzył się. Przejechał jeszcze kawałek dalej i
zatrzymał się na miejscu parkingowym. Goldberg wysiadła bez słowa z samochodu.
Gawryło bezwiednie uczynił to samo i już po chwili szli przed siebie. Zeszli
powoli w dół w stronę rzeki. Wisła wieczorem była pięknie oświetlona przez
dosięgające z ulicy latarnie. Warszawa nocą jest jednym z najpiękniejszy miast.
Tak tajemnicza i intrygująca. Spacerowali brzegiem. W pewnym momencie chirurg chwycił
ją za rękę. Ona w odpowiedzi wzmocniła jedynie uścisk. Powietrze otrzeźwiło ich oboje. Dawno już
nigdzie ot tak nie chodzili. Mieli teraz siebie. Byli z sobą blisko. Wytworzyła
się wkoło nich jakaś magiczna, romantyczna atmosfera. Chłód przyjemnie pieścił
ich skórę. Byli tutaj sami. Szli powoli nie martwiąc się niczym. Każde
pogrążone we własnych myślach. W końcu Hana nabrała powietrza w płuca. „Teraz
albo nigdy.”- pomyślała.
-Boję się o nas, Piotr.- wyznała.
-Czego się boisz?- zapytał szczerze zatroskany mężczyzna.
-My cały czas kłócimy się ze sobą. Nie rozumiemy. To
wszystko mnie przerasta.
-Wiesz dobrze, że ze wszystkim poradzimy sobie razem.
Pokonywaliśmy już niejedno.
-Ale teraz Piotr to nie jest taka błahostka. To nie jest
taki zwykły kryzys.
-Hana, czy Ty sądzisz, że jestem taki głupi i nie wiem, że
czegoś mi nie mówisz? Że cały czas coś Cię gryzie i nie umiesz sama sobie z tym
poradzić?
-Boję się, że jeśli Ci powiem to nie zrozumiesz i Cię
stracę.- powiedziała spuszczając głowę i hamując napływające do oczu łzy.
-Związek właśnie na tym polega.- odparł biorąc jej twarz w
dłonie i zmuszając ją do spojrzenia mu w oczy.- Ludzi są po to razem, aby się
wspierać, żeby starać się zrozumieć. Jestem przy Tobie właśnie po to, aby Ci
pomagać, doradzać, kiedy tego potrzebujesz. Tylko musisz mi ufać. Pomogę Ci w
każdej nawet najtrudniejszej sprawie tylko musisz mi o wszystkim mówić. Nie
możemy mieć przed sobą tajemnic. Żadnych.
-Mówiłam Ci już, że mamy inne wizje wspólnej przyszłości, a
to jest sprawa zasadnicza.- wypaliła łamiącym się głosem.
-Hana tylko proszę Cię. Uspokój się i powiedz mi wszystko po
kolei. To przecież dotyczy naszego wspólnego życia.
-Ja nie mogę mieć dzieci, Piotr.- powiedziała stanowczo.-
Nie mogę i nie chcę.
-Ale jak to? Przecież mówiłaś, że wszystko w porządku. A
jeszcze niedawno sama chciałaś, żebyśmy zostali rodzicami.- stwierdził
zszokowany jej wyznaniem.
-Sam dobrze wiesz, że od tamtego czasu wydarzyło się wiele w
naszym życiu. Myślałam, że to już za nami, ale to cały czas we mnie jakoś
siedzi i już na zawsze pozostanie. Mogę o tym zapomnieć, ale skutki tego będą
się za nami ciągnąć.
Stanął na
środku ścieżki jak wryty. Nie potrafił wydusić z siebie słowa. Nie poznał jej. Ona tak bardzo się zmieniła w
ciągu ostatniego roku. Faktycznie nie była już tą samą kobietą, która pojawiła
się tutaj jakiś czas temu. Stała teraz przy nim taka pokiereszowana przez los i
odarta z marzeń. Dopiero teraz to
dostrzegł. Mówiła zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy poznawali się. Wyrwała mu dłoń i poszła przed siebie.
Niewiele myśląc pobiegł za nią.
-Stój!- zawołał i gdy tylko się do niej zbliżył wziął ją w
swoje ramiona i mocno przytulił.
Zaczęła łkać. Emocje wzięły nad nią górę. Do Piotra dotarło,
co chwilę wcześniej próbowała mu przekazać.
-Jeśli naprawdę chcesz mieć dzieci to odejdź ode mnie.
Zrozumiem to.- stwierdziła, gdy trochę się uspokoiła, ale dalej mocno się w
niego wtulała.
-Nie zostawię Cię. Jesteś dla mnie najważniejsza. Ty i Tosia
zawładnęłyście moim życiem i nic tego nie zmieni.- odparł gładząc jej blond
włosy.- Powiesz mi coś jeszcze?
-Co mam Ci powiedzieć?- zapytała patrząc na niego
zaszklonymi od łez oczyma.
-Wiem, że to dla Ciebie jest trudne. Co tam dokładnie się
wydarzyło, Hana? Wiem, że to, co teraz się dzieje ma swoje źródło w tym
porwaniu.
-Piotr mówiłam Ci, że ten facet mnie gwałcił.- odpowiedziała
nabierając powietrza.- Robił to tak brutalnie. Z czasem zaczęłam sobie
wyobrażać, że to Ty jesteś na jego miejscu.
-Ja? Myślisz, że mógłbym…
-Nie. Wiem, że byś mnie nie skrzywdził, ale po prostu myśl,
że to z Tobą uprawiam seks pomagała mi nie czuć tak bardzo tego bólu. Później,
kiedy trafiłam do szpitala to ubłagałam Darka, aby nikomu nic nie mówił. Chris
i tak już nie żył, więc nie poniósł by za to kary, a ja nie chciałam widzieć
tego współczucia.
-No, ale skąd pomysł, że nie chcesz mieć dzieci? Jaki tutaj
związek między tym wszystkim?
-Otóż taki, że jakiś czas później, gdy byłam na badań u
Michała to poszła też do Darka. Zaraz po tym, jak przywieziono mnie do Leśnej
Góry po uwolnieniu, poprosiłam Wójcika o to, aby mnie zbadał. To wszystko było
porozrywane w środku i bolało. Miałam nadzieję, że się zrośnie i wszystko
będzie dobrze, ale właśnie, kiedy po czasie przyszłam do niego znowu to
powiedział mi, że rany nie goją się prawidłowo. Jest jasne, że najpewniej nie
będę mogła mieć dzieci, a nawet jeśli zdarzyłby się cud i zaszłabym w ciążę to
mogłabym jej nie donosić albo dziecko urodziło by się bardzo chore. Tego po
prostu bym nie chciała, bo nie przeżyłabym kolejnej straty.
-Ale jest jakaś szansa, że dziecko urodziłoby się zdrowe?
-Niewielka.
-Ale jest. Skoro jest szansa to może warto o to walczyć.
-Nie chcę mieć dziecka, bo boję się, że byłoby narażone na
podobne przeżycia do naszych, a na to z natury rzeczy bezbronne dziecko nie
zasługuje.
-Dlaczego zakładasz taki pesymistyczny scenariusz? Damy
sobie radę. Nasze dziecko będzie zdrowe i szczęśliwe. Zobaczysz. Tylko musimy
zaryzykować.
-Proszę Cię. Nie naciskaj na mnie tylko to zrozum.- odparła
błagalnie.
-Dobrze. W takim razie temat dziecka jest między nami
zamknięty.- powiedział przyciągając ją ponownie do siebie i czule całując.
Ulżyło jej. Stali tak dobrą chwilę delektując się
pieszczotami. Każdy ich pocałunek był przepełniony miłością. W końcu kobiecie
zrobiło się zimno.
-Wracamy do domu?- zapytał Gawryło wyczuwając drżenie
partnerki.
-Tak.- odparła.
Niespodziewanie
lekarz wziął ją na ręce i w pośpiechu zaczął biec do samochodu. Odeszli spory
kawałek i w połowie drogi złapał ich deszcz. Biegł tak ze swoją kobieta na
rękach. Śmiali się jak para świeżo zakochanych
nastolatków. Po chwili dopadli do
drzwi samochodu. Uśmiechy nie schodziły
im z twarzy, mimo, iż byli przemoczeni do suchej nitki. Od domu dzieliło ich
może 20 minut jazdy. Dzisiaj jednak byli
tam dużo szybciej. Ulewa rozszalała się na dobre. Do tego doszły grzmoty i
błyskawice. Pod domem szybko zaparkowali
i pędem ruszyli do mieszkania. Nie zwalniając tempa pokonywali kolejne schody
na klatce. Piotr otworzył drzwi. Było im zimno. Hana zaczęła już drżeć.
Przekraczając próg mieszkania w jednej chwili nieco się ogrzali. Z ich ubrań
kapały krople wody, które spływały powoli po ich ciałach. Nie miało to jednak
najmniejszego znaczenia. Od momentu, w którym Gawryło zamknął za nimi drzwi
patrzyli sobie w oczy. Obojgu świeciły się. Blondynka zaczęła powoli zdejmować
z siebie mokre ciuchy. Podobnie postąpił Piotr. Stali naprzeciw siebie niemal
nadzy. Pożądanie wzięło górę. Wpiła mu się w usta przyciskając mężczyznę do
ściany. Jego dłonie zawędrowały na jej
jędrne pośladki. Ona natomiast palcami
gładziła jego tors i muskała ustami szyję.
Przymknęła oczy. Brunet zaczął
pieścić jej szyję, a jego ręce przemieściły się ku górze. Szybko pozbył się jej
stanika. W tej samej chwili obrócił ich
tak, aby to ona stał do niej przodem.
Napierał na nią. Całował jej dekolt i językiem drażnił jej skórę. Z jej
ust wydobywały się ciche pomruki przyjemności.
Uwielbiała to. Następnie jednym
ruchem zsunął pozostałą część jej garderoby z bioder. Dziewczyna przyciągnęła go mocniej do siebie
i uczyniła toż samo z jego bokserkami.
Podciągnął jej lewą nogę ku górze i wszedł w nią stanowczo. Głośno jęknęli oboje. Poruszał miarowo
biodrami. Z każdą chwilą rosło w nich podniecenie. Dochodzili do tej cienkiej
granicy. Patrzyli sobie cały czas w oczy. Kochali się tak bardzo mocno. Kolejne
dreszcze podniecenia wstrząsały ich ciałami. Było im tak gorąco, że zapomnieli
już dawno o chłodzie, który czuli po wejściu do domu. Hana wbiła mu paznokcie w
barki i odchyliła głowę w tył. On natomiast wsparł swoją na jej ramieniu.
Chwilę później poczuła wypełniające jej wnętrze ciepło, które rozbijało jej
wnętrze na miliony kawałków. Zapomniała
o wszelkim bólu. Opadli zmęczeni na podłogę. Piotr siedział oparty o ścianę i
nie wypuszczał jej ze swoich ramion. Ciężko oddychali. Wyjątkowo długo trwało
to zanim ich ciała wróciły do normy.
Pierwsza odzyskała siły blondynka. Wyswobodziła się z jego uścisku i
położyła się na ziemi kładąc mu głowę na udach. Patrzała na jego twarz. Położył
je dłoń na brzuchu, a drugą gładził jej aksamitne włosy. Chwyciła jego rękę i
mocniej przycisnęła ją do siebie. Było jej dobrze i jemu zapewne również.
Przymknęła podobnie jak mężczyzna oczy. Po chwili odpłynęła w spokojny sen.
Była szczęśliwa i miała nadzieję, że wreszcie ich życie się ułoży.
Agatka&Agnes
wtorek, 22 kwietnia 2014
Rozdział 4 "W mroku dnia" III
Dochodziła
już 21. Hana stała przed oknem sali noworodków.
Dzisiejszy dzień był bardzo szalony i sama przed sobą musiała przyznać,
że zdarzył się niemal cud.
Wróciły do szpitala. Już od progu zaczepiły
ją pielęgniarki. Wzywały ją do pani Kowalskiej, której stan diametralnie się
pogorszył. Przeprosiła natychmiast Lenę i pobiegła do jej sali. Jak się okazało
kobieta dostała ponownie krwotoku, a do
tego miała silne skurcze porodowe i chwilę wcześniej odeszły jej wody. Goldberg
była pewna, że kobieta nie da rady urodzić naturalnie. Nie miała na tyle
siły. Lekarka zrobiła jej USG. Sytuacja
skomplikowała się dodatkowo, bo dziecko owinięte było pępowiną. Wpadła w jakiś amok. Adrenalina podskoczyła
jej do góry. Kazała pielęgniarce monitorować tętno płodu. Jednak sama nie
potrafiła podjąć żadnej decyzji. Miała świadomość, że na niej spoczywa
obowiązek ratowania ich życia, ale czuła się jakby trochę bezradna. Wahała się
dobrych kilkadziesiąt minut. Przerażona zbierając kolejne wyniki badań kobiety.
Nastąpił moment krytyczny. Tętno dziecka spadło od poziomu, który bez
interwencji utrzymujący się dłuższy czas mógł spowodować jego śmierć.
-Proszę przygotować
pacjentkę na cito do cesarskiego cięcia.- rzuciła podenerwowana blondynka i
sama pobiegła na blok.
Po niecałych 3 godzinach na świat
przyszła córka pani Kowalskiej. Mała nie
płakała. Pielęgniarka, która odbierała
ją z rąk Hany, chciała już zdecydować, iż dziecko urodziło się martwe. Pani
doktor aż zakręciło się w głowie. Bała się o tego malucha. Walczyła o życie
dziewczynki przez przeszło dwie godziny i miała nadzieję, że walka była
wygrana. Udało jej się odwinąć ją ze ścisło przylegającej pępowiny, a stan jej
matki był stabilny. Teraz stała i zdenerwowana starała się ją zszyć. Za jej
plecami o życie małej Kowalskiej toczyły bój położne. Wreszcie, gdy ona
skończyła swoją pracę usłyszała głośny płacz dziecka. Wzruszyła się. Cieszyła
się, że udało jej się uratować życie dwóch osób.
Teraz
patrząc na umytą i owiniętą w szpitalną pościel dziewczynkę zastanawiała się,
jak ma porozmawiać z Piotrem. Może to, że udało się jej jakoś dokonać prawie
niemożliwego w przypadku ich sąsiadki jest znakiem, że między nimi też jest
szansa na pogodzenie. Lena miała rację. Musiała szczerze powiedzieć mu, co
czuje i myśli, jaka jest jej wizja przyszłości i opowiedzieć mu dokładnie, co
działo się z nią od dłuższego czasu. Układała sobie w głowię tą rozmowę. Widok
uśmiechniętego malca działał na nią motywująco, a zarazem uspokajająco.
Wszedł do
mieszkania. Zastała go głucha cisza i ciemność. Żadne światło w mieszkaniu nie
było zapalone. Sprawdził dokładnie
wszystkie pomieszczenia i nigdzie nie zastał blondynki. Usiadł zmęczony na kanapie. Sporo myślał nad
tym wszystkim. Chciał się z nią pogodzić, ale ona najwyraźniej zdecydowała za
niego, że muszą się rozstać. Przetarł
twarz dłońmi. Nie wierzył, że to wszystko między nimi tak może się
skończyć. Za pewne Hana wyprowadziła się
i wróciła do starego mieszkania. Postanowił działać. Musiał chociaż spróbować
to naprawić. Nie mógł jechać jednak do niej, bo i tak by go nie wpuściła.
Ostatnią deską ratunku była wizyta w szpitalu w nadziei, że właśnie tam ją
zastanie. Niewiele myśląc wyszedł zamykając mieszkanie i ruszył do pracy. Na
miejsce dotarł bardzo szybko. Przeszedł przez prawie wszystkie możliwe
pomieszczenia od pokoju lekarskiego, przez izbę przyjęć po jej gabinet i nie
umiał jej znaleźć. W zasadzie, kiedy sprawdził na grafiku, czy w ogóle była w
pracy to miała rozpisany dyżur, który skończył się kilka godzin prędzej. Nie
wiedział właściwie, czemu później szukał dalej, ale czuł, że ona jednak musi
tutaj być tylko nie miał pojęcia gdzie.
Usiadł na jednym z tych niewygodnych szpitalnych krzesełek i próbował
zebrać myśli. Stwierdził, że może dziewczyna wybrała się na spacer do
pobliskiego parku. Wstając wpadł na kogoś.
-O hej Piotr. A co Ty
taki nieobecny? Ludzi jeszcze pozabijasz.- zaśmiała się Wiki.
-Cześć. Nie widziałaś może Hany?- zapytał nie zważając na
docinki koleżanki.
-No miała dzisiaj operacje i to nawet dwie. Podobno bardzo
ciężki przypadek. Wiesz to chyba ta kobieta z pobicia. Może urodziła.
-Mówisz o Kowalskiej?
-No tak. Chyba tak. Czemu jej szukasz? Co Ty taki zdenerwowany?-
zapytała zaintrygowana.
-Nie ważne. Nie wiesz, czy jesteś jeszcze w szpitalu?
-No, a co takie gołąbeczki gruchające i nie wiesz, gdzie
Twoja połowica?
-Daruj sobie Wiki. Widziałaś ją?- powiedział poirytowany.
-No ok, ale za wami to się chyba nie nadąży.- stwierdziła
dodając po chwili zastanowienia.- Nie jestem pewna, ale powinna się chyba
jeszcze gdzieś krzątać po oddziale. Wiesz sam dobrze, że ona nie zostawia
pacjentek bez nadzoru, a Darka chyba jeszcze nie ma.
-Dzięki.- rzuciła na odchodne i bez pożegnania pobiegł w
stronę sal pooperacyjnych.
Sprawdził
to miejsce, ale również tam jej nie zastał.
Przypomniało mu się, że Consalida wspominała coś o porodzie. Z resztkami
nadziei udał się w kierunku oddziału dla noworodków. Przeszedł przez jego próg
i rzuciła mu się w oczy znajoma sylwetka odwrócona tyłem do drzwi. Kobieta
wpatrywała się w któreś z łóżeczek z niemowlętami. Ulżyło mu, że ją zobaczył. Niepewnie podszedł
do niej. Cała przemowa, którą wcześniej sobie ułożył jakoś nagle uleciała mu z
głowy. Stanął tuż obok niej i skierował swój wzrok w ten sam punkt, co ona.
Chwycił ją mimowolnie za rękę. Nie wyrwała mu jej. Zdziwił się trochę, bo mimo
wszystko dalej byli ze sobą skłóceni.
-Udało Ci się uratować ich życie.- stwierdził z dumą w
głosie.
-To cud Piotr. Tutaj nie ma mojej zasługi, gdybym zwlekała
jeszcze chwilę to tego malucha by nie było.- powiedziała przekornie.
-Ale to Ty podjęłaś w końcu decyzję. Miałaś tą odwagę, żeby
wziąć cudze życie na swoje barki.- odparł.
Oparła się o niego i przytuliła twarz w jego
ramię nie odrywając spojrzenia od dziewczynki.
-Wyprowadziłaś się?- zebrał się w sobie i zadał nurtujące go
pytanie.
-Nie. Skąd Ci to przyszło do głowy?- zapytała zdziwiona.
-Bo mieszkanie było praktycznie puste i nie było nigdzie
Twoich rzeczy na wierzchu.- odpowiedział szczerze.
-Myślałam o tym, ale stwierdziłam, że jednak nie.
-Dlaczego jednak zostałaś?- drążył.
-Wracajmy do domu. Miałam ciężki dzień.- powiedziała
ignorując jego pytanie, na które nie wiedziała dokładnie, jak odpowiedzieć.
Chciała
zyskać na czasie. Odwróciła się do wyjścia i pociągnęła Piotra za sobą. Poszli w milczeniu do lekarskiego, gdzie Hana
szybko się przebrała i zabrała swoja torbę.
Wyszli ze szpitala i ruszyli w drogę do domu. W samochodzie blondynka
myślała cały czas nad wyjściem z tej sytuacji.
Co ona mu ma powiedzieć? Jak się zachować? Czy postawić wszystko na
jedną kartę? Czy potrafi z nim być naprawdę szczęśliwa? Czy będą umieli
stworzyć wspólnie udany związek? A może jednak lepiej byłoby się rozstać i
stracić to wszystko, co już zyskała? Tysiące pytań pojawiały się w jej głowie,
a nie otrzymywała na niej żadnej odpowiedzi.
Agatka&Agnes
Agatka&Agnes
niedziela, 20 kwietnia 2014
Rozdział 4 "W mroku dnia" II
Po
wyjściu mężczyzny Hana pozbierała się w sobie i poszła opowiedzieć Julce bajkę
na dobranoc. Dziewczynka zasnęła krótko później wtulona w nią. Goldberg
gładziła małą po głowie. Rozmyślała o tym, co niedawno wydarzyło się między nią
a Piotrem. Jeszcze kilka dni temu przeżywali jedne z najpiękniejszych chwil w
życiu, a teraz tkwili w niewiadomym punkcie w ich wzajemnych relacjach.
Stała sama w ciemnym przedpokoju. Obserwowała Gawryłę, który czule zajął się Julką, prawie jak własnym dzieckiem. Zaniósł śpiącą dziewczynkę do salonu i przykrył ją. Sam zdjął bluzę. W mroku zarysowały się przed jej oczyma męskie barki i umięśnione ramiona bruneta. Jej zmysły zaczęły szaleć. Niesamowicie pragnęła go w tym momencie. Spuściła głowę chcąc opanować się jakoś, ale z każdą chwilą pożądanie w niej rosło. Szedł w jej stronę. Kiedy tylko zbliżył się do niej to w jej nozdrzach zagości zapach jego perfum. Straciła pełną kontrolę nad sobą. Pocałowała go z całą siłą, na jaką mogła sobie pozwolić. Jego dłonie spoczęły na jej pośladkach. Podniósł ją do góry. Całując się poszli do wspólnej sypialni. Położył ją na łóżku. Zniecierpliwiony zdjął swój t-shirt. Opadł na nią. Wpił się w jej usta. Gładził opuszkami palców jej szyję. Przejechał na jej dekolt i zawędrował w dół aż do jej kobiecości. Pieścił ją. Następnie obdarowywał pocałunkami jej szyję i obojczyk. Wsunął jej ręce pod bluzkę i szybko odsłonił jej ciało. Odrzucił za siebie koszulkę Hany. Zadrżała czując dotyk mężczyzny na swoich piersiach. Zrobiło się jej strasznie gorąco. Zakręciło się w głowie. Zawzięła się w sobie. Oplotła nogami go w pasie i odepchnęła się z całej siły od łóżka. Przewróciła go na plecy i usiadła na nim okrakiem. Nachyliła się i językiem zaczęła pieścić jego tors. Wargami muskała jego skórę. Rozpięła na oślep pasek jego spodni i zdjęła je z niego. Czuła na swoim udzie jego nabrzmiałą męskość. Nie pozostawał jej dłużny. Mierzwił jej blond włosy. Gładził jej łopatki. Później przejechał wzdłuż kręgosłupa. Odpinał powoli pasek. Zsunął ubranie z jej bioder. Jej ciało po prostu gotowało się. Serce biło jak oszalałe. Jej ukochany dokładnie wiedział, jak doprowadzić ją takiego stanu. Poddawał się mu. Nawet nie zauważyła, gdy on ponownie leżał na niej. Jej mózg nie rejestrował niczego, poza rosnącą w niej rozkoszą. Pozbył się jej stanika. Ugniatał każdą z jej piersi. Całował je delikatnie. Przeszedł przez nią dreszcz. Z jej ust wydobywało się ciche pomrukiwanie, które przerodziło się w pojedyncze hebrajskie słowa. Nie panowała nad tym. Gdy poczuła jego oddech na swojej twarzy i głaszczące jej policzek palce Piotra spojrzała na niego dotychczas zamkniętymi oczyma. Patrzał na nią zaniepokojony. Pewnie nic nie zrozumiał, z tego, co mówiła. Musiał się martwić, że odczuwa jakiś ból związany z pobiciem. Miała jednak na ciele dużo siniaków.
-Hana, boli Cię coś?
Może nie powinniśmy?- zapytał szeptem wprost do ucha całując jej policzek.
-Wszystko dobrze. Chcę być teraz Twoją.- odparła
zahipnotyzowana jego głosem.
Ich wargi złączyły się w czułym
pocałunku. Nie odzywali się już do siebie.
Piotr zdjął swoje bokserki i to samo uczył z bielizną blondynki.
Patrzała w skupieniu na niego. Jego mięśnie napinały się w każdym ruchu.
Położył się ponownie na niej.
Przyciągnęła go maksymalnie do siebie. Spojrzał jej w oczy. Jego zielone
źrenice płonęły. Kocham Cię- wyszeptał.
W tym samym momencie poczuła, jak wchodzi w nią. Zrobił to najdelikatniej jak tylko potrafił. Zacisnęła palce na prześcieradle, ale po
chwili przeniosła je na jego barki. Wtuliła twarz w jego tors. Poruszali
niespiesznie biodrami. Jej oddech przyspieszał. Dochodzili do szczytu. Czuła
jak coś w niej pęka. Ciepło wypełniło całe jej ciało. Zdyszany opadł na nią
wgniatając ją swoim ciężarem w chłodną pościel. Gdy minęło pierwsze zmęczenie
przesunął się na bok. Wsparł się na łokciu i obserwował ją. Jej oddech dawno
już wrócił do normy. Odgarnął nieposłuszny kosmyk włosów z jej czoła.
-Nie mam słów, aby
opisać to, jak bardzo Cię kocham.- powiedziała poruszona Hana.
Gawryło uśmiechnął się
tylko do niej. Objął ją i przyciągnął do siebie. Przytulił ją z całej
siły. Nie minęło jednak dużo czasu, gdy mężczyzna
wypuścił ją z uścisku i wstał. Nie wiedziała, co się dzieje.
-Piotr, co robisz? Coś
się stało?- spytała zdezorientowana.
On jednak milczał. W spokoju
szukał czegoś po omacku na ziemi. Dziewczyna owinęła się kołdrą i usiadła. Denerwowała się nie wiedząc, o co chodzi.
Blade światło księżyca oświetlało jej faceta.
Zauważyła, że usilnie przegrzebywał kieszenie swoich spodni. Wyjął coś i
uśmiechnął się tajemniczo wykrzykując zadowolony „ Mam!”. Zbliżył się do niej. Nie spuszczała z niego
wzroku. Na jego twarzy malował się lekki stres. Uklęknął przed nią. Domyślała
się, co może się zaraz stać, ale jakby sama w to nie wierzyła.
-Hano Goldberg wiesz
dobrze, jak bardzo Cię kocham. Zależy mi na Tobie od pierwszej chwili, gdy Cię ujrzałem.
Nie wyobrażam sobie, abym mógł z kimś innym niż Ty ułożyć sobie przyszłość.
Chcę zasypiać i budzić się przy Tobie. Mieć się do kogo przytulić i pocałować.
Chcę mieć w Tobie oparcie i ufać Ci bez granicznie tak jak do tej pory. Nie
wiem, jak mógłbym inaczej zapytać, więc zrobię to prosto. Zostaniesz moją
żoną?- powiedział niemal jednym tchem.
Smugi światła księżycowego
rozświetlały jego twarz. Szczerze
poruszyło ją jego wyznanie.
-Tak!- wykrzyknęła po
chwili nie chcąc trzymać go dłużej w napięciu i chwyciła jego twarz w dłonie
gładząc kciukami jego zarośnięte policzki.
-Naprawdę za mnie
wyjdziesz?- zapytał szczęśliwy.
-No oczywiście,
głuptasie.- odparła uśmiechnięta całując go w usta.
Uniósł ją w górę w swoich ramionach.
Zaczął się kręcić nie wypuszczając jej z objęć. Widać było gołym okiem, jak
ogromna radość wypełnia ich oboje.
Opadli ponownie na łóżko. Zaśmiała się cicho. Wtuliła się w niego całą
sobą. Piotr wsunął jej na serdeczny palec niewielki pierścionek, który
dotychczas kurczowo ściskał w dłoni. Rozmawiali tej nocy jeszcze długo. Miała
wrażenie, że te oświadczyny były już strasznie długo odkładane w czasie, a dzisiaj
były one bardzo spontaniczne. Zasnęli
bardzo późno.
Bawiła się teraz tym pierścionkiem. Mimo sprzeczek, które były przez te kilka dni między nimi aż po ta dzisiejszą włącznie to nawet przez myśl nie przeszło jej, że mogłaby się z nim faktycznie rozstać albo zrezygnować z ich małżeństwa. To było dla niej zbyt ważne. Nie mogła wiecznie tłumaczyć się trudnymi przejściami, bo jego również to wszystko wiele kosztowało. Stała się bezwzględna, egoistyczna i pozbawiona uczuć względem niego. Karciła się za to cały czas. Nie potrafiła jednak wymyślić jakiegoś rozsądnego sposobu wyjścia z tej sytuacji. Wstała w końcu z łóżka Julki i poszła do swojej sypialni. Położyła się zmęczona po tym dniu, ale nie umiała zasnąć. Rano musiała jechać na dyżur do szpitala. Odwiozła dziewczynkę do szkoły. Martwiło ją, że Piotr nie wrócił do domu. W pracy szybko odegnała od siebie troski związane z jej związkiem. Okazało się, że po przyjęciu kilku pacjentek pielęgniarka wezwała ją do sali pani Kowalskiej. Kobieta skarżyła się na silne bóle w podbrzuszu. Do tego zaczęła krwawić. Hana wykonała jej niezbędne badania. Postawiła sobie za cel, że uratuje i ją i dziecko- za wszelką cenę. Aby tego dokonać, musiała przeprowadzić zabieg i kontrolować sytuację lekami. Monitorowała stan kobiety. Nie było żadnej poprawy. Wzięła ją na salę operacyjną. Stała za stołem prawie 3 godziny, ale mogła być z siebie dumna, gdy później siedziała w bufecie. Chciała jakoś się posilić, bo wiedziała, że będzie musiała tutaj zostać, aby cały czas kontrolować sytuację. Gdy tak siedziała samotnie przy stoliku popijając czarną, mocną kawę, dosiadła się do niej Lena.
-Cześć Hana. Jak tam? Ciężki dyżur?- zapytała internistka.
-Hej Lena.- przywitała się pochmurnie.- Dyżur jak to dyżur.
Ciężki jak zawsze.
-Coś się stało?- zapytała brunetka wyczuwając problemy
przyjaciółki.
-Wszystko się sypie.- odpowiedziała cicho ginekolog.
-Chcesz o tym pogadać?- spytała nieśmiało, na co blondynka
zmierzyła ją smutnym wzorkiem.
-Właściwie to nie ma o czym.- stwierdziła zmartwiona.- Ale może powinnyśmy porozmawiać, ale nie
tutaj. Chodźmy na spacer, jeśli masz chwilę.
-Jasne. Chodź.
Po niecałych
10 minutach chodziły alejkami parku otaczającego szpital. Hana bała się sama zacząć rozmowę, a Starska nie wiedziała w sumie, o co
zapytać.
-Nie układa nam się z Piotrem.-przełamała się.
-Mogłam się domyślić, że się pokłóciliście. O co Wam poszło?
-Mamy inne wizje naszej wspólnej przyszłości.
-No wiesz Hana zawsze myślałam, że akurat w tym to jesteście
zgodni. Wiesz ślub, wspólny, duży dom z ogródkiem, dzieci….
-To się myliłaś.- stwierdziła Goldberg.
-Myliłam? Przecież to
z Tobą wiele razy o tym rozmawiałam. Oboje chcieliście założyć rodzinę,
więc w czym rzecz.
-Ja nie chce mieć dzieci Lena.- powiedziała pewnie nieco
ściszając przy tym głos, jakby mówiła o jakieś zbrodni, którą popełniła.
-Nie chcesz mieć dzieci?- zapytała zszokowana.- Zawsze
powtarzałaś, że to najcenniejsze, co w życiu można mieć.
-Ja nie chce mieć dzieci.- powtórzyła.- Poza tym Darek
stwierdził, że najpewniej mieć ich już nie mogę, a nawet jeśli zaszłabym w
ciążę to albo poronię albo dziecko urodzi się chore.
-Ale nie rozumiem. Dlaczego? Czemu tak myślisz? Na jakiej
podstawie?- dopytywała Lena.
-Jestem ginekologiem, więc wiem, jakie może nieść z sobą
konsekwencje gwałt, już nie mówiąc o tym, jak bardzo brutalny. To jak mój
organizm wyglądał na zewnątrz po tym wszystko to nic w porównaniu z tym, co
stało się wewnątrz.
-Czyli jednak miałam rację, że ten facet nie tylko Cię bił.-
odparła.- Rozmawiałaś o tym z Piotrem?
-Tak, miałaś rację. Najgorsze jest to, że wszystko jeszcze
nie wróciło do normy. – dodała po chwili milczenia.- Nie. Nie rozmawiałam z
nim.
-Jak to nie rozmawiałaś? On powinien o tym wiedzieć. To od
tego zależy wasza przyszłość. Właściwie to nie wiem, co Ci doradzić. To jest
trudna sytuacja. Nie wiem, czy z Witkiem poradzilibyśmy sobie z tym.
-Wiem Lena. Boję się jednak tego jak on na to wszystko
zareaguje. Po prostu obawiam się jego reakcji. Chociaż po wczorajszej kłótni,
kiedy powiedziałam mu, że nie chce mieć z nim dzieci, dosłownie wybuchłam i
zrobiłam mu awanturę o nic, bo przecież jest nieświadomy, to nie wiem, co mam zrobić, jak z nim rozmawiać
i czy jeszcze mamy szansę to odbudować. Na dodatek kazałam mu sobie pójść do
innej, bo pierwsza lepsza pewnie chciałaby mieć go dla siebie.- powiedziała
skruszona.
-Wiesz, że przesadziłaś?
-Tak wiem, ale teraz pewnie już za późno.
-Nie martw się. Jestem pewna, że przetrwacie i to. Między
wami jest zbyt silne uczucie, żeby móc je zniszczyć. On na pewno wszystko
zrozumie tylko musicie naprawdę szczerze z sobą porozmawiać. Bez żadnych
kłótni, awantur. Macie już za sobą tyle problemów, że nie warto stwarzać samemu
nowych. Postaw na szczerość i wszystko będzie dobrze.
-Obyś miała rację.- powiedziała Hana patrząc w niebo.
Zachodziło
akurat słońce. Musiały wracać do pracy. Przyszłość była niepewna, ale może Lena
faktycznie miała rację? Może uda się im naprawić wszystko i pogodzić?
Agatka&Agnes
Subskrybuj:
Posty (Atom)